Bibuła

Dziś w galerii pojawiły się skany lokalnych publikacji z roku 1989. Jeśli posiadasz w swoich zbiorach wołomińską "bibułę" - daj znać!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaHistoriaprzed 1939 • Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14.VIII.1920 (III)
Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14.VIII.1920 (III)
Historia - przed 1939
Wpisany przez Bolesław Waligóra   

Walka w Ossowie

Dotychczasowa więc kontrakcja, polegająca na rzucaniu kolejno różnych oddziałów do przeciwuderzeń nie dała wyników; oddziały nie zdołały często uszykować się do walki, kiedy porywał je chaos odwrotu i zmuszał do cofania się w popłochu.

Wkrótce masa uciekających wpadła do Ossowa. Część żołnierzy, nie mogąc się opamiętać i otrząsnąć z panicznego strachu, pędziła dalej w głąb wsi. Część, zresztą nieliczna, skupiała się grupkami koło swoich oficerów; tak np. kilkudziesięciu ludzi zdołał utrzymać przy sobie ranny ppor. Szuije, podobną grupkę żołnierzy przyprowadził również por. Zdrojewski i zajął stanowiska u zachodniego wylotu Ossowa. Po przybyciu do wsi por, Zdrojewski udał się do dowódcy pułku, lecz widząc panujący chaos i słysząc coraz to silniejszy ogień na wschodnim krańcu Ossowa, wrócił zpowrotem, zbierając po drodze rozproszonych żołnierzy.

Po przybyciu na miejsce spotkał swoich żołnierzy już w głębi wsi o jakieś 100 kroków od wschodniego jej wylotu. Grupka, pozostająca z por. Zdrojewskim, ppor. Michałowskim i Wawrykiem nie liczyła więcej niż 60 bagnetów. Mimo swojej słabości liczebnej grupka ta starała się zwalczyć ogniem nieprzyjaciela, który zdążył już usadowić się na wschodnim krańcu wsi i ustawić znaczną ilość k. m. Te karabiny, trzymając pod swoim morderczym ostrzałem drogę przez Ossów oraz okalające wieś pola i łąki dały się szczególnie we znaki w boju. W ogniu nieprzyjacielskim topniały grupki żołnierzy, które jeszcze opierały się wrogowi. Tu padł zabity ppor, Michałowski.

W tym czasie we wsi panował popłoch, szerzyła się z przerażającą szybkością zaraźliwa panika.

Drogą przez wieś w popłochu uciekały masy taborów" - podaje raport 33. p. p. ?Po obu stronach biegną całe gromady nieorjentujących się w sytuacji ochotników z 236. p. p,"

Wspomina o tem również por. Zdrojewski:

Przechodząc przez wieś, zastałem w niej straszny nieład, moc pomieszanych oddziałów 36. p. p? 33. p. p,, ochotników włóczących się od chałupy do chałupy lub strzelających niewiadome w jakim kierunku, oficerów krzyczących i grożących rewolwerem

W takich warunkach zostały użyte do przeciwuderzenia ostatnie kompanje 236. p. p. (1. i 2.), które poprzednio z rozkazu dowódcy 36, p. p. miały odejść na zachodni skraj Ossowa. Właśnie teraz kompanje te wychodziły w kolumnie dwójkowej na drogę w Ossowie.

W momencie tym wraz z cofającymi nadjechał dca 33. p, p., mjr. (ppłk) Sawa-Sawicki, wraz ze swoim sztabem a widząc maszerujący w zwartej kolumnie i porządku oddział, krzyknął; ?Kto i dokąd ucieka, kiedy tam się biją.

W odpowiedzi na to ppor. Słowikowski odparł, że wykonuje rozkaz swego dowódcy pułku i dodał, że nie wie, ?kto z nas ucieka". Wówczas dowódca 33. p. p. dał następujący rozkaz:

Na moją odpowiedzialność i na mój rozkaz: jedna kompanja w prawo, druga - w lewo, w tyraliery do kontrataku.

Ppor. Słowikowski zwrócił się teraz do por. Materewicza, stojącego obok, celem uzyskania ostatecznej decyzji. Dowódca bataljonu rzekł: ?Niech się dzieje co chce, niech pan prowadzi".

Wkrótce ppor. Słowikowski wysunął się ze swoją 1. kompanją w lewo od drogi a 2. skierował wzdłuż południowego skraju wsi. W chwili przechodzenia przez ogrody wiejskie i płoty do ppor. Słowikowskiego przybiegł ks. Skorupka i prosił gorąco, aby mu pozwolono ?iść z żołnierzami i wziąć udział w tej pierwszej bitwie". Na prośbę ks. Skorupki ppor. Słowikowski wyraził swą zgodę

Niełatwo było zorganizować natarcie; musimy pamiętać, iż w tym czasie w Ossowie wzmagał się coraz więcej chaos walki, który oddziaływał na młodych żołnierzy. Po pokonaniu dużych trudności ppor. Słowikowskiemu udało się wreszcie rozsypać kolumnę w tyraijery i ruszyć naprzód.

Początkowo tyraijery 1. kompanji posuwały się bez strzału, Nie trwało to jednak długo; niebawem poczęły od wschodu nadlatywać pojedyncze strzały a następnie coraz silniej zaczął się wzmagać ogień ze strony nieprzyjaciela.

Opowiada o tem ppor. Słowikowski:

Widząc, że moja linja tyraljerska zaczyna mi maleć i chylić się ku ziemi a bojąc się, by mi nie padła na ziemię, skąd nie miałem dobrego pola ostrzału, poderwałem ją ?hura" do biegu naprzód, W ten sposób przebiegliśmy około 200 - 300 m, poczem znowu normalnie szliśmy naprzód, żołnierz podniecił się i szedł śmiało.

W trakcie tego ruchu ks. Skorupka, który szedł obok dowódcy kompanji, a więc przed tyraljerą, upadł w pewnej chwili, lecz ppor, Słowikowski nie zwrócił na to uwagi, gdyż sądził, że kapelan potknął się o bruzdę. Zresztą inne sprawy zaprzątały umysł dowódcy. Właśnie w tym czasie kompanja wysunęła się na równy teren (rżysko) i, dochodząc prawie na wysokość wschodniego krańca wsi Ossowa, została silnie ostrzelana od czoła ogniem karabinów maszynowych; równocześnie padły strzały zboku, ze wsi Ossowa. Tyraijerą padła i rozpoczęła bezładną strzelaninę. Silny ogień nieprzyjaciela wyrządził znaczne straty; z linji tyraljerskiej dolatywały jęki rannych i krzyki niedoświadczonych żołnierzy, którzy nie dawali sobie rady z karabinem. Posiadali naboje bez magazynków i nie umieli ładować karabinów. Położenie było groźne, gdyż wprawdzie l, kompanji udało się dotrzeć dość daleko, lecz natarcie jej zostało zatrzymane. Natomiast gorzej było z 2. kompanja, której atak został znacznie prędzej złamany przez nieprzyjaciela.

Zapewne o tych ochotnikach wspomina historja 33, p. p, podając:

Kompanje ochotnicze z braku wyszkolenia, co oczywiście nie jest ich winą, nie umiały się rozwijać w linję tyraljerska, tem bardziej pod ogniem karabinów maszynowych. Mimo usiłowań oficerów i szereg, rozwijanie to przedstawiało się raczej jako kłębienie mas chaotyczne, Ppłk. Sawicki przejeżdżał konno wzdłuż linji, kierując ochotnikami, poprostu brał ich za uszy i palcem wskazywał, gdzie mają się rozwijać; ochotnicy wreszcie zrozumieli, o co chodzi i ruszyli do przeciwnatarcia.

Podobnie stwierdza historja 36. p. p? podając między innemi: ?zachowanie się baonu ochotniczego pod tak silnym ogniem nie jest właściwe, skutkiem czego szeregi jego topnieją, niezwykle szybko", W tym czasie nastąpiło starcie ochotników 2. kompanji oraz innych oddziałów 236. p. p zebranych w Ossowie i posuwających się wzdłuż wsi i wprawo od drogi, Obserwował to por, Zdrojewski, który wówczas z garścią ludzi znajdował się we wsi. Wspomina on o tej walce w sposób następujący: ?W pewnym momencie usłyszałem krzyk i hałas, jaki często bywa przy spotkaniu wręcz, poczem zobaczyłem panicznie uciekających ochotników w lewo i prawo od moich stanowisk".

W toku tego starcia padł por. Matarewicz rażony udarem serca.

W tem położeniu ppor, Słowikowski, widząc, że jest zagrożony zboku, wydał rozkaz cofania się pojedynczo skokami do tyłu. Rozpoczął się ciężki, okupiony krwawemi stratami odwrót; nieprzyjaciel bowiem ruszył w tym czasie do natarcia i tylko szybki chociaż bezładny ogień zdołał go powstrzymać. W takich warunkach udało się kompanji wycofać prawie do połowy wsi Ossowa. Po wycofaniu się dowódca kompanji, chcąc dowiedzieć się, co działo się w Ossowie, udał się do wsi. Jednakże we wsi nie znalazł żadnego z przełożonych dowódców. Napotkał tylko por. Gajdę z I, bataljonu 36. p. p? który go objaśnił, że ?wszystko wycofało się na poligon rembertowski". Widzimy więc, że w Ossowie pozostały tylko kompanje ochotnicze i luźne grupki żołnierzy z 33. i 36. p. p.

Ppor. Słowikowski zdołał znów zebrać nieco rozproszonych żołnierzy i dołączył ich do swego oddziału, poczem po raz drugi poderwał ludzi do ataku na bagnety.

Linja rzuca się z głośnym krzykiem ?hura" naprzód, bolszewicy cofają się częściowo ze wsi na jej wschodni kraniec" - wspomina ppor, Słowikowski - ?jednak znowuż - w ogniu k. m. natarcie nasze załamuje się i linja pada, Zkolei bolszewicy przechodzą do kontrataku - nie mając w linji karabinów maszynowych, nie mogę ich wstrzymać, tyraljera nasza cofa się na poprzednie stanowisko.

Druga próba natarcia również zawiodła. Ppor. Słowikowski znał jednak swoich żołnierzy i wiedział, że oni mogli tylko nacierać, gdyż nie umieliby powstrzymać na tarcia nieprzyjaciela. Z tych powodów poderwał ich jeszcze kilka razy i cofał się znów z ciężkiemi stratami. Opowiada o tem w ten sposób: Taniec taki powtarzam kilkakrotnie, czyniąc przytem ogromny wysiłek, by móc utrzymać swoich ochotników w linji. Zmęczenie ich dochodzi do ostatecznych granic tak, te koło godziny 12 nawet z rewolwerem w ręku nie mogę zmusić do poderwania się i ruszenia naprzód, Linja tyraljerska leży prawie bez życia, zrzadka tylko strzelając.

Do walki zostały również wprowadzone kompanje marszowe 221. p. p. Weszły one jednak do akcji w lepszych warunkach niż P236. p. p. Jak świadczy o tem relacja ochotnika Błażejęwskiego z 2/221. p. p. wpływ dotychczasowych zdarzeń odbił się w pewnym stopniu na nastrojach żołnierzy tych kompanij: Od strony lasu zaczęli się pokazywać żołnierze uciekający pojedynczo, później coraz więcej i wkońcu całą macą, Gruchnęła wieść, że front przerwany, więc nasz dowódca kompanii niewiele myśląc, zrobił natychmiast zbiórkę 2/221, p. p. i wyprowadził nas na łączki położone za stodołami Ossowa a wiara, jakaś mi nieznana,wiała na ?ola Boga". Ponieważ kule nieprzyjacielskie leciały dosyć gęsto, przeto natychmiast po wyjściu na łąki dał dowódca rozkaz: ?w tyraliery i okopać się", Tymczasem zostało paru rannych, lecz nam nie wolno było strzelać, dlatego, że jakieś wojska w popłochu się cofały. Oficerowie tych wojsk z rewolwerami w ręku starali się powstrzymać wojsko ogarnięte paniką, zachęcając ich na wroga. Dzielna postawa tych oficerów dodała nam ducha i większej odwagi, a było tych oficerów 2, jeden pan pułkownik i jakiś porucznik czy pporucznik, Kompanje marszowe 221. p, p. wprowadził do walki, z polecenia płk. Sawickiego, mjr. Dobrowolski, Zgodnie z obrazem, skreślonym przez ochotnika tej kompanji, mjr. Dobrowolskiemu udało się wprowadzić żołnierzy do walki w porządku. Wspomina o tem również historja 33, p.p? że kompanie 221, p, p. ...zostały wyprowadzone ze wsi pod dtwem majora Dobrowolskiego (szlachetnego i dzielnego staruszka), który dołożył nie mato trudu, ażeby tych ochotników rozwinąć w tyraijery. Po uszykowaniu kompanij mjr, Dobrowolski zsiadł z konia. Ponieważ oficerowie nie dawali sobie rady, sam poprowadził kompanje. Wreszcie kompanje ruszyły. Wspomina o tem mjr. Dobrowolski; z przyjemnością patrzałem, jak młoda wiara szła ochoczo do boju, podczas skoków (przebiegania tyraljerki) samorzutnie krzycząc hura.

Wkrótce obie kompanje wpadły pod silny ogień nieprzyjaciela, Siłę tego ognia mjr. Dobrowolski określił w słowach; ogień ich był tak wściekły, że rzadko trafiało mi się być w takim ogniu w poprzednich dwóch wojnach, w jakich brałem udział, W ten sposób ruch kompanji mjr. Dobrowolskiego (rozwijający się między Ossowem a rzeką i wzdłuż tej ostatniej) ściągnął na siebie uwagę i ogień nieprzyjaciela.

Do szturmu jednak nie doszło, gdyż mjr, Dobrowolski kazał zatrzymać się, zwalczać ogniem nieprzyjaciela i oczekiwać dogodnej chwili do dalszego natarcia. Wprawdzie te dwie kompanje liczyły więcej bagnetów, niż połowa któregokolwiek z pułków dywizji (przy zakończeniu odwrotu), lecz z powodu braku wyszkolenia bojowego napewno podzieliłyby los 1/236, p. p. Było to bodaj w tej chwili jedyne możliwe zarządzenie. Właśnie bowiem w tym czasie mjr. Dobrowolski uczył na placu boju młodych żołnierzy tajemnic walki. Pokazywał im, jak mają strzelać, starać się o amunicję, okopywać się, opatrywać rannego i t. p.

Ta kilkunastominutowa nauka, odbywająca się w tyraljerze pod ogniem nieprzyjaciela, oddziałała dodatnio na psychikę żołnierzy. Odczuć to można we wspomnieniach ochotnika Błażejewskiego, który opowiada; Pierwsza moja kula, którą wypuściłem w swojem życiu z broni palnej, to była kula na wroga pod Ossowem; no i walnąłem, lecz nieszczególnie, ponieważ karabin trzymałem za lekko w rękach, ale następne to już waliłem jak stary. Na poczekaniu otrzaskałem się z kanonadą, bzykaniem i gwizdaniem kuł nieprzyjacielskich, czułem się szczęśliwy nareszcie, że jestem już żołnierzem, który walczy z nieprzyjacielem oko w oko na froncie. Pozostawmy teraz kompanje 221,. p. p, na stanowiskach a powróćmy do Ossowa, gdzie walka nadal trwała.

W Ossowie już zrezygnowano z dalszych usiłowań wznowienia natarcia a zajęto się przedewszystkiem uporządkowaniem oddziałów i równoczesnem obsadzeniem stanowisk, aby uniemożliwić nieprzyjacielowi dalsze posuwanie się. Zbierano żołnierzy 36. i 33, p. p, oraz rozproszonych ochotników, z których jednak sporo zawędrowało daleko na tyły. Garść takich ochotników spotkał ppor, Osiński, dowódca, kolumny amunicyjnej, wiozący pociski dla artylerji. Według relacji ppor. Osińskiego żołnierze ci głosili, że zostali zupełnie rozbici i nie wiedząc, co robić, idą do Warszawy, Straty oddziałów były olbrzymie. Oprócz dowódcy 11/236, p, p., por, Matarewicza, padł zabity ppor. Miiller, ks. Skorupka, ppor. Swidziński; ranni zostali: ppor, Szuije, Kamiński, Szybowski. Jeszcze znaczniejsze straty w oficerach poniósł 33, p, p. Padli zabici: ppor. Kubala i Michalowski; ranni - por. Światkowski, ppor. Węgliński, Pałucki, Miklaszewski, Biały i pchr. Piotrowski.

Po zebraniu i uporządkowaniu żołnierzy przekonano się aż nazbyt wyraźnie o ich moralnem i fizycznem wyczerpaniu, które w tej chwili wykluczało możliwość działań zaczepnych. Było to około g. 10.

Historja 36. p. p. tak ocenia ten moment: obie strony, wyczerpane zupełnie, przez dwie godziny pozostają przykute do ziemi, ostrzeliwując się wzajemnie. Odwody zarówno z jednej i drugiej strony są zużyte. Zbierane na zachód od Ossowa liczne grupy zagubionych żołnierzy nie są w stanie przezwyciężyć tej charakterystycznej stabilizacji i poderwać linję do ponownego natarcia.

Stan taki trwał aż do chwili wejścia do akcji odwodu dywizji.

Pierwodruk: "Przegląd Piechoty" zeszyt 12 z 1932 r.
Pisownia oryginalna

 

Komentarze  

 
0 # Antoni Litwinowicz 2010-08-15 02:08
Szanowny Panie!
Porucznik Waclaw Zdrojewski to moj dziadek ze strony matki Anny Zdrojewskiej. Czy ma pan wiecej informacjii o poruczniku Waclawie Zdrojewskim. Mieszkam na stale w USA i mam czesc pamietnikow por. Zdrojewskiego ale brakuje mi czesci jego udzialu w bitwie o Warszawe.
Serdecznie pozdrawiam!
Antoni litwinowicz
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack