|
Agata Bochenek
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
|
O swoim ojcu i o rodzinie, których życie splotło się z historią miasta, opowiada PIOTR LANGE.
Zwykły-niezwykły dom przy wołomińskiej ul. Legionów. Parterowy, murowany, ukryty niemalże w zieleni. Dokoła wysokie drzewa, piękny ogród. Historia tego stuletniego domu to zarazem historia Wołomina. Jego mieszkańcy od pokoleń są znanymi i szanowanymi wołominiakami, poza tym, bywali tutaj najznamienitsi obywatele miasta, poczynając od dziedzica Woyciechowskiego i jego córki, Wacławy Mossakowskiej.
Obecnie w tym domu mieszka Piotr Lange z żoną Marią i córkami. Żona Maria, wołominianka, była nauczycielką matematyki, córka Katarzyna, absolwentka studiów ekonomicznych już pracuje, natomiast Joanna studiuje dziennikarstwo. Syn Dariusz mieszka w Warszawie, jest oficerem Marynarki Handlowej.
|
|
Więcej…
|
|
|
Ludzie -
Życiorysy
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
|
Marzyłam o tym, że wyjadę zagranicę jako przedstawiciel handlowy - mówi Janina Martelińska, założycielka Szkoły Handlowej w Wołominie.
Nie będę chodziła do szkoły
W mieszkaniu pani Janiny Martelińskiej przy ul. Mostowej na warszawskim Starym Mieście jest bardzo dużo zdjęć, zarówno w albumach, jak i poustawianych w ramkach. Najwięcej ze Lwowa i z Wołomina. Lwów to czasy studenckie, na amatorskich fotkach panna Janina, ładna i roześmiana, zawsze otoczona jest przyjaciółmi. Zdjęcia wołomińskie to przypomnienie szczęśliwych chwil młodego małżeństwa Martelińskich. Wołomin to także ustawieni rzędem uczniowie, pozujący do pamiątkowej fotografii wraz z kierowniczką Szkoły Handlowej.
|
|
Więcej…
|
|
Ludzie -
Życiorysy
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
Józef Czarnecki (1891 - 1974)
Józef Czarnecki – czołowy waltornista okresu międzywojennego. Wrażliwy, szlachetny, skromny człowiek. Nie cierpiał fałszu w życiu i w muzyce. Cierpienia, których nie szczędziło mu życie, przyjmował z godnością. O artyście, mistrzu waltorni, opowiedział mi jego mieszkający w Wołominie syn Ryszard Czarnecki.
Józef Czarnecki urodził się 13 grudnia 1891 r. w miejscowości Krasne, w okolicach Lublina, w dawnym zaborze rosyjskim. Jego ojciec był zarządcą w majątku ziemskim, matka prowadziła dom i wychowywała dzieci. Beztroskie dzieciństwo skończyło się, gdy Józef miał dziewięć albo dziesięć lat. Przed Bożym Narodzeniem ojciec wybrał się na połów ryb, załamał się pod nim lód i młody jeszcze, zdrowy mężczyzna zmarł na zapalenie płuc.
Nagle rodzina znalazła się w trudnej sytuacji materialnej, postanowiono nawet, że Józef zostanie oddany do przytułku dla dzieci. I wtedy do chłopca uśmiechnęło się szczęście, które zaważyło na jego całym życiu. W okolice Krasnego przyjechał teatr objazdowy Myszkowskiego. Zapewne ciekawy wszystkiego chłopak pobiegł oglądać przedstawienie i tak się złożyło, że zwrócił na niego uwagę sam dyrektor teatru. Myszkowski zauważył w dziecku ogromny talent muzyczny i zaproponował wspólne występy. Chłopak, mając do wyboru przytułek albo teatr, przystąpił do trupy teatralnej. Tam nauczył się grać, śpiewać, rozpoczął naukę gry na instrumentach, jednym słowem, otrzymał wszechstronne wykształcenie muzyczne.
|
|
Więcej…
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
W 20. rocznicę powstania Solidarności
W redakcji gościliśmy: Marka Kowalskiego, b. przewodniczącego Oddziału NSZZ Solidarność; Teresę Rogulską, b. wiceprzewodniczącą Komitetu Założycielskiego w Zakładach Stolarki Budowlanej "Stolbud"; Wiktora Miszczenkę, b. wiceprzewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w "Gazomontażu", Jerzego F. Kielaka, b. wiceprzewodniczącego Tymczasowego Zarządu NSZZ Przedsiębiorstwa Poszukiwań Nafty i Gazu w Wołominie.
Ze strony redakcji w rozmowie uczestniczyli: Agata Bochenek i Marek Chrzanowski.
|
|
Więcej…
|
|
Ludzie -
Życiorysy
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
|
Gdyby żył, miałby 59 lat. Gdyby żył… 11 lipca mija 20 lat od śmierci ks. Sylwestra Zycha, zamordowanego w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach.
- Ostatni raz brat był u nas w moje imieniny, 21 czerwca 1989 r. - wspomina Alicja Zych - Krasieńko. - Już wtedy wieczorem bał się samotnie wychodzić, czy wracać. U nas nie spał na wersalce, tylko na podłodze, pod samym oknem. Obawiał się, że ktoś może wrzucić coś do pokoju. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, Sylwek przed wyjazdem na urlop powiedział: Za dwa tygodnie mogę wrócić, mogę nie wrócić, nie wiem… Testament jest w szufladzie…
|
|
Więcej…
|
|
Ludzie -
Życiorysy
|
|
Wpisał Agata Bochenek
|
|
Bo gdy życie coś potarga, nie pomoże żadna skarga, nie pomoże nikt i nic – śpiewała Wiera Gran, znakomita artystka przedwojennej Warszawy, gwiazda scen paryskich, jedna z najtragiczniejszych artystek minionego stulecia.
19 listopada 2007 zmarła w Paryżu Wiera Gran. Ostatnie chwile spędziła w domu opieki prowadzonym przez polskie siostry zakonne przy klasztorze św. Kazimierza. Została pochowana na cmentarzu w podparyskiej miejscowości. Nie zostawiła testamentu, cały jej majątek przeszedł na własność państwa francuskiego.
Wiera Gran - ładna kobieta obdarzona fantastycznym głosem. Zawsze występowała w czarnej sukni z długimi rękawami. Była niewysoka, dlatego dodawała sobie wzrostu ogromnym kokiem.
„Ja mam swą szufladę, do której nie zagląda nikt” śpiewała w jednej ze swoich piosenek. Wiele lat później, w rozmowie przeprowadzonej w Słodkim Radio Retro powiedziała: - Pisałam tę piosenkę razem z autorem. To jest moje życie. Siedzieliśmy u mnie w domu przy biurku i nagle powiedziałam: tutaj mam szufladę, zamkniętą na klucz, do której nie zagląda nikt. W tej szufladzie były listy, drobiazgi, wspomnienia, rozrzewnienia. W życiu bym nie pomyślała, że ta piosenka zdobędzie taką popularność.
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|