Zbieramy materiały

Nieustająco poszukujemy materiałów - dokumentów, zdjęć, wspomnień... W ciągu kilku dni wykonujemy kopie, zwracając oryginalne pamiątki właścicielom. Jeśli jesteś w posiadaniu interesujących materiałów - prosimy o kontakt!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Zobacz też

co nowego w galerii:


Strona istnieje dzięki życzliwości i społecznej pracy autorów tekstów

POLECAMY



Strona główna • Ludzie
Ludzie
Nie będę chodziła do szkoły
Ludzie - Życiorysy
Wpisany przez Agata Bochenek   

Marzyłam o tym, że wyjadę zagranicę jako przedstawiciel handlowy - mówi Janina Martelińska, założycielka Szkoły Handlowej w Wołominie.

Nie będę chodziła do szkoły

W mieszkaniu pani Janiny Martelińskiej przy ul. Mostowej na warszawskim Starym Mieście jest bardzo dużo zdjęć, zarówno w albumach, jak i poustawianych w ramkach. Najwięcej ze Lwowa i z Wołomina. Lwów to czasy studenckie, na amatorskich fotkach panna Janina, ładna i roześmiana, zawsze otoczona jest przyjaciółmi. Zdjęcia wołomińskie to przypomnienie szczęśliwych chwil młodego małżeństwa Martelińskich. Wołomin to także ustawieni rzędem uczniowie, pozujący do pamiątkowej fotografii wraz z kierowniczką Szkoły Handlowej.

 
Tajemnica zapowiedzianej śmierci
Ludzie - Życiorysy
Wpisany przez Agata Bochenek   

Gdyby żył, miałby 59 lat. Gdyby żył? 11 lipca mija 20 lat od śmierci ks. Sylwestra Zycha, zamordowanego w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach.

- Ostatni raz brat był u nas w moje imieniny, 21 czerwca 1989 r. - wspomina Alicja Zych - Krasieńko. - Już wtedy wieczorem bał się samotnie wychodzić, czy wracać. U nas nie spał na wersalce, tylko na podłodze, pod samym oknem. Obawiał się, że ktoś może wrzucić coś do pokoju. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, Sylwek przed wyjazdem na urlop powiedział: Za dwa tygodnie mogę wrócić, mogę nie wrócić, nie wiem? Testament jest w szufladzie?

 
Pisarka
Ludzie - Życiorysy
Wpisany przez Agata Sobczak   

Nalkowska_3 Zofia Nałkowska (1884 ? 1954)

?Ramy szyby, przez którą patrzę, zawierają najdoskonalszy obraz?1

Ten najdoskonalszy obraz to nie widok górskich szczytów o świcie, zachód słońca nad morzem czy palmy na południu Europy ? to podmokła łąka obsypana kaczeńcami, piaszczyste pagórki porosłe sosnami oraz kwitnące bzy i brzoskwinie, zależnie od tego w jakim pokoju znajdowała się Zofia Nałkowska i przez które okno obserwowała świat.

Nigdy ani wcześniej ? czyli zanim pojawiły się Górki ? ani później gdy już były utracone, żaden widok nie mógł równać się z tym, jaki roztaczał się z okien Domu nad łąkami.

Dzieje Górek wpisane są chyba najdoskonalszą książkę powieściopisarki ? w Dzienniki. Tu dała sobie prawo opowiedzenia najbardziej prywatnej historii domu. Odsłoniła kulisy życia ubogiego ? tak skrzętnie ukrywanego przed światem ? pełnego aspiracji duchowych, ale ciągle zmuszanego do ratowania potrzeb egzystencji. Pokazała ewolucję, jaką przeszły Górki od młodzieńczej, dziewczęcej tęsknoty do estetyki, do urody, do ciekawych ludzi i miejsc aż do przekształcenia tego domu w coś niesłychanie wartościowego, wysokiego, wspaniałego. Obrócenia go w literaturę.

 
Wspomnienie Bogusławy Latawiec
Ludzie - wspomnienia
Wpisany przez Łukasz Rygało   
?Przyszłam na świat w Wołominie, w letnim domu pełnym myszy? - napisała  znakomita poznańska poetka i pisarka Bogusława Latawiec w powieści biograficznej zatytułowanej ?Kochana Maryniuchna?. To zdanie tak mnie zaintrygowało, że w 2005 r. postanowiłam napisać do autorki i wypytać o szczegóły. Oto one:
 
?Moja mama ze swoją matką i przyjaciółką Marią Boch, która też miała rodzić we wrześniu [1939 r.], dotarły do Wołomina, gdy wybuchła wojna. Pociąg stanął. Trzy panie wysiadły. Przyjaciółka przypomniała sobie, że w Wołominie miała dom letniskowy rodzina z Warszawy, do której jechała, aby tam urodzić dziecko. Moja mama z babcią miały tylko przesiąść się w Warszawie, jadąc na Podole do ojca brata. Wszyscy byli pewni, że wybuch wojny to tylko kwestia kilku najbliższych dni. Zostały w Wołominie. 2 września mój ojciec z dziadkiem wyjechali z Poznania szukać swoich żon. Najpierw to była Warszawa (tam mieszkał drugi brat mojego ojca), ale gdy ich tam nie zastali, ojciec przypomniał sobie, że w trakcie rozmowy z przyjaciółką mamy mówiono o domku w Wołominie. Nie znali adresu, ale pojechali do Wołomina. Zawiadowca stacji od razu przypomniał sobie, że z pociągu wysiadły trzy panie, z których dwie były ?na ostatnich nogach?. Znalezienie ich w miasteczku było kwestią kilkunastu minut. Moja mama została pod opieką swojej matki (Maryniuchny) i męża a jej ojciec (Henryk) poszedł bronić Warszawy. W starych zdjęciach znalazłam dzisiaj aż trzy zdjęcia tego domu, w którym przyszłam na świat (jedno z okresu wojny i dwa późniejsze). Pomyślała o nich Marysia Boch. Na odwrocie znalazłam adres: Wołomin, ul. Polska 31. Nigdy nie byłam w Wołominie, tylko zawsze, gdy przejeżdżam przez to miasto, przyglądam mu się z zainteresowaniem. Dzięki okresowi wołomińskiemu mój ojciec uratował się od obozu, bo wszystkich profesorów z Liceum Marii Magdaleny, którzy nie uciekli z miasta, wysłano do Oświęcimia lub męczono w Forcie VII. Ojcu udało się ukryć, Niemcy zgubili ślad. Nasza rodzina wyjechała z Wołomina, jak przypuszczam, gdzieś na końcu listopada. Wiem z rodzinnych opowieści, że w pociągu, którym wracali, jechali też ranni żołnierze i że niewiele brakowało, aby jakiś Niemiec nie położył na poduszce ze mną wielkiej walizy.? [...]
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 następna > ostatnia >>

Strona 7 z 7
 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack