Bibuła

Dziś w galerii pojawiły się skany lokalnych publikacji z roku 1989. Jeśli posiadasz w swoich zbiorach wołomińską "bibułę" - daj znać!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaLudzieWspomnienia • Portret nauczyciela, czyli? mozaika ze skrawków pamięci ucznia
Portret nauczyciela, czyli? mozaika ze skrawków pamięci ucznia
Ludzie - wspomnienia
Wpisany przez Janina Wozińska   

(wspomnienia o nauczycielu - część 2.)

Odkąd pamiętam, w wołomińskiej ?Jedynce? uczyła pani Krystyna Kwapiszewska. Entuzjazm i pogoda ducha z jaką wykonywała swą profesję, były zjawiskiem niezwykłym, choć wówczas, my ? uczniowie, pewnie nie do końca zdawaliśmy sobie z tego sprawę i nie zawsze potrafiliśmy to docenić. Uczyła mnie od klasy piątej, a w szóstej i siódmej była również wychowawczynią. Kiedy po wielu latach wspominam swoją edukację pod ?opiekuńczymi skrzydłami? pani Kwapiszewskiej, mogę stwierdzić, że miałam dużo szczęścia. Podobnie jak wszyscy ci, którzy wcześniej lub później trafili do klasy, którą uczyła? Była, choć to określenie może dzisiaj niemodne, człowiekiem renesansu. Z równą swobodą wykładała historię, geografię, uczyła gramatyki, literatury i rysunków. Dowiedzieliśmy się, że zna również łacinę i chyba grekę. Potrafiła pięknie, barwnie i fascynująco opowiadać. Nigdy potem nie spotkałam nikogo, kto czyniłby to w tak zajmujący sposób. Godzina wychowawcza po załatwieniu bieżących spraw, była niekończącą się opowieścią? w odcinkach. Trwała ona zwykle wiele tygodni, a czasami dłużej. Czekaliśmy z utęsknieniem na kolejną lekcję, aby posłuchać z otwartą buzią ciągu dalszego. O czym były te opowieści? Na bajki jako piąto czy szóstoklasiści byliśmy za starzy. Była więc mitologia ? w końcu przecież tak samo bajki, tyle że starożytne, w które wtedy święcie wierzyliśmy! Z wielką ekspresją, zmieniając barwę głosu, pani snuła gawędy, a dzięki ?serialowi?, jaki toczył się na lekcjach, wielu z nas polubiło historię? Po kolejnych opowieściach wszyscy tłumnie ruszyli do biblioteki szkolnej, aby zaczytywać się w ?Przygodach Meliklesa Greka? - książce, która nie była lekturą! A jakie wrażenie na słuchaczach robiły historyczne opowieści? Otóż przy którymś odcinku ?Rapsodii świdnickiej?, kiedy Bolkowi wypalano?(oszczędzę drastycznych szczegółów) nasza koleżanka zemdlała! Prawda, że było wówczas gorąco ? dzień upalny i słoneczny ? koniec maja albo początek czerwca. Mimo tłumaczeń, dlaczego zrobiło się jej słabo, my byliśmy przekonani o porażającym skutku tragicznych losów Bolka.

 

Wprowadzanie w świat literatury też odbywało się w sposób szczególny. Ośmielę się stwierdzić, że dzięki temu ?bezboleśnie? w klasie siódmej ?pokonaliśmy? ?Pana Tadeusza?, ba, nawet polubiliśmy epopeję narodową! Na początku stopniowo, po kawałku, po jednej księdze. Pierwszą pani przeczytała nam sama, oczywiście w charakterystyczny dla siebie gawędziarski sposób? Takie przygotowanie do lektury obowiązkowej sprawiło, że przebrnęliśmy nie wiedzieć kiedy przez dwanaście ksiąg.

Imponująca wiedza z zakresu historii, geografii i literatury, sztuki i architektury, sposób jej przekazywania, talent oratorski, a raczej dar krasomówczy, zmysł artystyczny i niezwykłe wprost zdolności manualne? Za to ceniliśmy panią Kwapiszewską. Misterne wycinanki, hafty, własnoręcznie wykonane kartki świąteczne były obiektem naszego podziwu. Sami nieudolnie próbowaliśmy tej niełatwej sztuki, która często w naszym wykonaniu przedstawiała się dość żałośnie. Z odrobinek kolorowego papieru mozolnie kleiliśmy mozaiki. A chociaż efekt końcowy nie zawsze był zadowalający, nauczyliśmy się podstawowej zasady: praca musi być wykonana schludnie, bez rozmazanego w nadmiarze kleju czy śladów nie całkiem czystych rąk.

Do wszystkich talentów i umiejętności naszej wychowawczyni dodać należy genialną wprost pamięć. ?Mózg, tak jak mięśnie, też trzeba ćwiczyć? - to dewiza, której wtedy słuchaliśmy chyba z powątpiewaniem? To jednak nie wszystko.

Poznawanie świata, czyli? ?cudze chwalicie swego nie znacie?

Dzięki pani Kwapiszewskiej wielu z nas połknęło jeszcze jednego bakcyla. Poznawanie świata! Może brzmi to nieco patetycznie, ale tak właśnie było. Zaczynało się od pieszych wędrówek po najbliższych okolicach. W piątej klasie zostałam wybrana do udziału w rajdzie norwidowskim. To było wyróżnienie! Nie każdy mógł w nim uczestniczyć, a dobór uczniów z różnych klas był bardzo staranny. Potem zaczęły się wycieczki po Polsce. O zagranicznych wtedy nikt nie śmiał nawet marzyć!

Pasja krajoznawcza pani Kwapiszewskiej udzieliła się wielu uczniom. Zaczęliśmy kolekcjonować widokówki, którymi się wymienialiśmy, a plakietki z rajdów są dla mnie bezcenną pamiątką do dziś! Niektórzy postawili sobie za cel poznać nazwy stolic świata. Chyba w klasie szóstej pani Kwapiszewska powiedziała nam, że z europejskich państw nie była jeszcze na Islandii. Nigdy jednak nie chwaliła się i nie chełpiła swymi zagranicznymi wakacyjnymi wojażami, choć bez wątpienia miała o czym opowiadać, a czyniła to po mistrzowsku! Czasami tylko jakby mimochodem wspominała o fiordach norweskich i rejsie ?Batorym? albo o Budapeszcie czy Wiedniu. W nieco żartobliwy sposób mówiła o swych podróżach, że już zwiedziła całą Europę, a pół Sahary przeszła na pieszo.

Pod koniec lat sześćdziesiątych nie każdego było stać na szkolną wycieczkę. Pani Kwapiszewska na to też znalazła sposób. Najpierw przygotowała z uczniami różnych klas przedstawienie, które wystawiono w miejscowym kinie, a fundusz pozyskany za bilety wstępu przeznaczony został na wycieczkę. Ówczesny burmistrz miasta za wspaniałą inicjatywę dołożył drugie tyle i takim sposobem wszyscy ?aktorzy? za niewielką dopłatą pojechali do Sandomierza. A po drodze był Baranów, Opatów, Szydłowiec i ruiny zamku ?Krzyżtopór? w Ujeździe...

Wycieczki pod kierunkiem pani Kwapiszewskiej nauczyły nas obowiązujących zasad. Cel poznawczy był najważniejszy. Dzięki temu bezbłędnie rozpoznawaliśmy style w architekturze, potrafiliśmy nazwać ich charakterystyczne cechy. Lepiej niż inni poznaliśmy i odróżnialiśmy dzieła sztuki. Choć dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne, każdy uczestnik chodził z notesikiem i zapisywał, co mówi przewodnik. Po powrocie pisaliśmy sprawozdania w przeznaczonych do tego zeszytach członków SKKT.

Dwudniowa wycieczka statkiem do Płocka. Wielka radość, a potem niepewność. Kapitan chciał w połowie drogi zawracać, gdyż niski poziom wody na Wiśle sprawił, że rejs bardzo się wydłużał? Zamiast 5 godzin spędziliśmy w podróży pół doby. Dotarliśmy do celu o drugiej w nocy. Nikt nie miał już siły na rozmowy czy figle. Mimo to byliśmy szczęśliwi, że wyprawa nie skończyła się tylko rejsem po Wiśle?

Dziś po wielu latach mogę stwierdzić, że to dzięki pani Kwapiszewskiej poznałam najciekawsze zabytki w Polsce, a zwiedzanie, poznawanie nowych miejsc, wędrówki po górskich szlakach stały się moją pasją. Pasja, którą przez lata pracy jako belfer, starałam się ?zarazić? swoich uczniów. Połknęłam tego bakcyla jako piątoklasistka i nie wyleczyłam się do dziś!

Budapeszt, czyli? niespełnione marzenie

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych harcerska audycja radiowa organizowała konkursy dla młodzieży szkolnej, w których główną nagrodą była wycieczka do stolicy któregoś z ?demoludów?. Przez wiele tygodni pięcioosobowy zespół pracował nad budapeszteńskim albumem. Spotykaliśmy się w niedzielne popołudnia w domu pani Kwapiszewskiej, aby opracować kolejne zagadnienia. Jak wielka była nasza radość, kiedy dowiedzieliśmy się, że praca została zakwalifikowana do finału. Wkrótce okazało się, że może w nim wziąć udział tylko jedna osoba! ?Obetniemy ci cztery palce, a jeden zostawimy. Możesz wybrać, który.? Tak tę sytuację skomentowała nasza nauczycielka. O wyłonienie jednej osoby poproszony został inny nauczyciel geografii, który testem sprawdził naszą znajomość Budapesztu typując jednego kandydata, który w finale, niestety, ?przepadł? ? ?zjadła? go trema?

Kara czy nagroda?

Zdarzało się, że na koniec roku szkolnego czy Dzień Nauczyciela oprócz kwiatów ktoś wręczał bombonierkę. Nasza wychowawczyni natychmiast ją otwierała i polecała któremuś z uczniów poczęstować klasę czekoladkami. To, ku naszej radości, stało się swoistym rytuałem.

Kiedy sięgam pamięcią do lekcji języka polskiego czy historii, stwierdzam, choć z pewnością nie jest to odkrywcze, że pani Kwapiszewska należała do tych nauczycieli, którzy chętniej nagradzali niż karali. Czy stawiała dwóje? Pewnie tak, ale wyznam szczerze, że tego nie pamiętam. Natomiast często padało niełatwe pytanie historyczne, a potem: ?No dzieciaczki, kto wie? Stawiam piątkę!?? chwila oczekiwania: ?Stawiam czwórkę?, kolejna chwila - ?nic nie stawiam?. Po czym udzielała odpowiedzi. Była to swoista mobilizacja, aby pewne tematy zgłębiać samodzielnie. Niekiedy komuś się udawało! Nigdy nie spotkała nas jednak wymówka czy zarzut, że czegoś nie wiemy, nie znamy odpowiedzi na trudne pytania.

?Kiedy patrzę, hen, za siebie?, czyli? 40 lat minęło

Pewnie znalazłoby się wyszperanych z niepamięci jeszcze wiele zdarzeń z życia szkolnego, które były dla nas ekscytującym przeżyciem. Minęło prawie 40 lat, kiedy opuściłam mury ?Jedynki? jako absolwentka. Gdy wspominam szkolne lata, myślę, że pani Kwapiszewska dla wielu uczniów stała się autorytetem, o jaki wówczas nie było łatwo. Potrafiła zmobilizować do nauki i zachęcić do działania, a swoją niezwykłą osobowością wywarła wpływ na dalsze życie i dokonywane wybory. Moje też!

Po latach, kiedy studiowałam na Wydziale Polonistyki, usłyszałam na wykładzie z metodyki nauczania literatury, że nauczyciel powinien być przewodnikiem i mistrzem na wyboistej i krętej ścieżce edukacji. Dla wielu uczniów ?Jedynki?, takim przewodnikiem i mistrzem była pani Krystyna Kwapiszewska. Potrafiła po mistrzowsku władać słowem, które pobudza wyobraźnię, urzeka, wzrusza i zachwyca, a z rozhasanej dzieciarni czyni potulne baranki. Jej kunszt w tej materii fascynuje mnie do dzisiaj? i jest niczym wzorzec z S?vres , który można tylko podziwiać, lecz dorównać nie sposób!

Umysł ludzki ma zdolność zapominania - częściej rzeczy złych niż dobrych. Wspomnienia, dobre wspomnienia pozostają na zawsze! Cóż z tego, że po latach nie zawsze pamięta się szczegóły.

Pozostają drobne skrawki pamięci - przeżycia i wrażenia, które układają się niczym mozaika w portret ludzi niezwykłych. Mimo upływającego czasu do tych wspomnień z sentymentem się powraca.

Wyjątkowych nauczycieli, takich jak pani Krystyna Kwapiszewska, pamięta się przez całe życie!

Janina Wozińska
absolwentka Szkoły Podstawowej Nr 1 w Wołominie
styczeń 2010

 

Komentarze  

 
+2 # Nik 2010-02-22 17:23
Można było się domyślić, że to o pani Kwapiszewskiej (w 1.cz.), druga część jest potwierdzeniem domysłów. Każdy (no powiedzmy, prawie każdy) kogo uczyła pani Kwapiszewska z pewnością pozostał na długo pod wrażeniem wiedzy, magicznych opowieści, pasji poznawania świata! Było cudownie - przeszło 40 lat temu!
To prawda, że takich nauczycieli pamięta się do końca zycia!
Serdecznie pozdrawiam Panią i Jej wszystkich uczniów!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Robroy 2010-02-26 10:40
Tak, tak - było cudownie!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+2 # Ewa 2010-03-02 13:24
Też miałam niepowtarzalną okazję znaleźć się w klasie, którą uczyła Pani Kwapiszewska. Wrażenia i przeżycia trafnie opisane przez autorkę wspomnień! Rzeczywiście takich wspaniałych nauczycieli pamięta się przez całe życie!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+2 # Gucio 2010-03-04 14:37
Dzisiaj takich nauczycieli już nie ma, niestety! "Jedynkę" skończyłem jeszcze dawniej niż autorka tekstu. Upłynęło wiele lat, a klimat lekcji z Panią Kwapiszewską pamętam do dziś i te "magiczne opowieści". Siedzieliśmy jak zaczarowani z opadniętą szczęką. A na koniec lekcji Pani mówiła: "no dzieciaczki to było tyle - pokazując odcinek ok 10 cm.- a zostało jeszcze tyle - odcinek na rozpiętość ramion.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Jacek 2010-03-22 13:53
Świetny portret słowem malowany:)!
Mam dokładnie takie same odczucia!
Szkoda, że to już przeszłość, a my - byli uczniowie Pani Kwapiszewskiej - "nieco" się postarzeliśmy:)! Ale pamięć pozostaje, na szczęście:)!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+3 # Hanna Czarnecka 2010-03-28 11:18
Cudowne chwile spędzone z panią Krystyną Kwapiszewską na jej lekcjach są niezapomniane,a teraz kiedy przeczytałam tekksty Janki mojej szkolnej koleżanki to wszystko co miłe i piękne znów wróciło.Mieszkam daleko od Wołomina ale często szukam informacji z mojego rodzinnego miasta.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Nikifor 2010-03-29 16:46
Mnie również fascynuje do dziś nie tylko dar krasomówczy Pani Kwapiszewskiej, ale niezwykła osobowość, rozległa wiedza, kultura. Pani Kwapiszewska potrafiła rozbudzić zainteresowania i odkryć nikomu nieznane talenty. Bardzo fajnie się czyta takie wyjątkowe wspomnienia!
Jak ktoś wcześniej napisał, ?świetny portret słowem malowany?.
Serdecznie pozdrawiam Panią, z którą ?było fajnie?!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+24 # Krystyna Kwapiszewska 2010-03-29 18:32
Moim bardzo kochanym \"dzieciaczkom\" serdeczne dzięki za pamięć i wzruszające słowa - składa bardzo już przedwiekowa wychowawczyni z \"Jedynki\" w Wołominie. Żadne, najwspanialsze nawet pomniki, nie dorównują wdzięcznej pamięci ludzkiej i pięknym wspomnieniom.
Krystyna Kwapiszewska
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+2 # Jana 2010-03-30 00:14
Najdroższa Jubilatko! Kochana i najwspanialsza wychowawczyni!
Przedwiekowa? A czymże jest nawet wiek cały wobec wieczności? Cieszę się niezmiernie, że tą drogą mogę złożyć życzenia z okazji zbliżających się urodzin (prima-aprilisowych!) : nieustającej pogody ducha, wielu, wielu lat w zdrowiu i szczęściu! My ? wychowankowie - zawsze będziemy Panią kochać i zachowamy we wdzięcznej pamięci! Pozdrawiam i całuję (88 razy!) J.Wozińska (też belfer!)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+6 # Jana 2010-03-31 00:03
Ooooo! Tego się nie spodziewałam, ale jest to z pewnością miłe zaskoczenie i wielka radość, że mogę przeczytać Pani słowa ? kochanej i najwspanialszej wychowawczyni! Właściwie to nie powinno mnie to dziwić, bo wiedziałam, że Pani - chociaż ?przedwiekowa? - z pewnością poradzi sobie również z komputerem: )!
A wspomnienia? Cóż, wspomnienia są piękne, jeśli dotyczą duszy artystycznej - osoby niezwykłej i wyjątkowej, jaką zawsze Pani była, jest i, mam nadzieję, długo jeszcze będzie! (cdn...) JW
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+6 # Jana 2010-03-31 00:08
Najdroższa Jubilatko!
Cieszę się niezmiernie, że tą drogą mogę złożyć Pani życzenia z okazji zbliżających się urodzin. Nieustającej pogody ducha, której nigdy Pani nie brakowało, wielu, wielu lat w zdrowiu! Niech każdy kolejny dzień będzie pomyślny i szczęśliwy, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość i z radością w przeszłość. (cdn.. ) JW
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+12 # Jana 2010-03-31 00:15
My ? Pani wychowankowie - zawsze będziemy Panią kochać, darzyć szacunkiem i wspominać z wdzięcznością! Pozdrawiam i całuję - 88 razy! Z najlepszymi życzeniami jeszcze wielu jubileuszy Jana Wozińska - też belfer!)
/wpis w 3 częściach, ale dla mnie za mało miejsca:)!/
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+2 # Tereska 2010-04-08 11:49
Bardzo miło wspominam P. Kwapiszewską.Niezapomniane są bajki,które opowiadała nam na godzinach wychowawczych czy historii.Jej poczucie humoru na wycieczkach,które nam organizowała i które pamiętam do dzisiaj.Oczywiście na pierwszym miejscu powinnam wymienic jej ogromną wiedzę i umiejętnośc wspaniałego jej pzekazu.Z okazji nadchodzących urodzin życzę jej wszystkiego najlepszego i serdecznie pozdrawiam.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+2 # Teo 2010-04-30 15:59
Jak to miło poczytać po wielu latach o Pani Krystynie Kwapiszewskiej. Człowiek renesansu w pełnym tego słowa znaczeniu! Myślę, że wszyscy uczniowie Pani Kwapiszewskiej wspominają Ją z sympatią i życzliwością (co widać po komentarzach!) Wspaniałe jest to, że mogę przeczytać Pani komentarz do wpisów internautów! W najśmielszych oczekiwaniach się tego nie spodziewałem, ale chyba nawet nie jestem zaskoczony. Zawsze podążała Pani z duchem czasu i to jest suuuuuper! Życzę wszystkiego najlepszego!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Badboy 2010-05-22 09:56
Orłem w podstawówce nie byłem, ale lekcje z panią Kwapiszewską uwielbiałem. Mogłem słuchać godzinami tych 'magicznych opowieści'. Nawet takim jak ja zostawało coś w głowie! Potem nigdy nie spotkałem nikogo, kto by tak cudnie opowiadał!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # magik 2010-06-17 15:07
Wprawdzie nie byłem uczniem p.Kwapiszewskiej, ale z przyjemnością przeczytalem wspomnienia (i komentarze). To miłe, że po wielu latach byli uczniowie tak sympatycznie wspominają swoją nauczycielkę! Tylko pozazdrościć!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Lucky_Look 2010-06-21 16:41
A ja byłem uczniem pani Kwapiszewskiej. Z tym większą przyjemnością przeczytałem wspomnienia o pani, z którą "było fajnie" (1.część pt."Magia" również). Aż dziw bierze, że tyle szczegółów się pamięta po tak wielu latach:)!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack