Zbieramy materiały

Nieustająco poszukujemy materiałów - dokumentów, zdjęć, wspomnień... W ciągu kilku dni wykonujemy kopie, zwracając oryginalne pamiątki właścicielom. Jeśli jesteś w posiadaniu interesujących materiałów - prosimy o kontakt!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaLudzieWspomnienia • Zagościniec - mój dom, moja ojczyzna (II)
Zagościniec - mój dom, moja ojczyzna (II)
Ludzie - wspomnienia
Wpisany przez Agata Bochenek   

- Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, ojciec Franciszka Stańczaka poszedł walczyć, a matka została z teściem, z dziadkiem Stanisławem. Ile ja mogłem mieć lat to nie mam pojęcia, ale już te czasy najmłodsze trochę pamiętam. Było to w drugi dzień Wielkanocy (lany poniedziałek), jedliśmy obiad, a tu wpada cała zgraja chłopów z kubłami z wodą i dalej robić dyngus. Matka złapała mnie i dalej się zasłaniać, ale co tam pomogło, cała podłoga zlana, ja wrzeszczałem, bo byłem mokry i matka też krzyczała. Ale co tam nasze krzyki miały ich powstrzymać, dla nich to była uciecha.

Nie pamiętam, kiedy to było, w zimie, czy w lecie, był już wieczór i szliśmy spać. Ja kręciłem się na łóżku a matka klęczała obok i mówiła pacierz, gdy do domu ktoś się zaczął dobijać, bo drzwi były już zamknięte. Gdy matka poszła otworzyć, usłyszałem tylko krzyk, ale to był krzyk radości, bo właśnie ojciec wrócił z wojny. Było to wieczorem, ale ludzi zaraz się nazbierało całą izbę, jakie to wszystko było dla mnie nieznajome, nie rozumiałem, co to znaczy, przyglądałem się tylko świeczce co się paliła postawiona w garnuszku na kapie.

Kto dobrze schował, ten miał

Pamiętam też naszego pastucha, co u nas krowy pasł, nazywał się (...) Największe i bardzo częste u niego przeklęcie to było "psia morda". Jednego razu rozgniewany z kijem w ręku gonił krowę po podwórzu, w tym czasie szła do nas jaka kobieta. Wystraszona krowa, widząc furtkę rozwartą, wpadła na tę kobiecinę, przewróciła ją, przeleciała przez nią i uciekła na drogę.

Później to ten "psia morda" miał za swoje od mojej matki. Nie pamiętam dokładnie, w którym to było roku, był czas wojenny i ojciec wysłał na podwodę konia z wozem i pastucha jako furmana. I jak to w wojnę bywa, konia z wozem mu zabrali a jego wypędzili, wrócił sam i więcej u nas nie służył.

Za okupacji tamtych Niemców co ich nazywali Wilusiami, jednego razu, jak w domu był tylko dziadek i ja, to przyszedł do nas sołtys z Niemcami robić rewizję. Chcieli szukać zboża i kartofli, bo za tamtego Niemca było tak samo jak za Hitlera - kto dobrze schował, to miał, a kto był bojący i nie chował, to mu zabrali. Wtenczas to ja się bałem tych Niemców, byli uzbrojeni w karabiny, na karabinach bagnety, a na hełmach, czy to na czapkach mieli takie czubki.

Skoriej Wańka, skoriej

- Nadszedł 1920 rok - miałem siedem lat i byłem już duży chłopaczek. Pamiętam, w sierpniu na wsi zrobił się popłoch i gadaniny, że bolszewiki idą, i rzeczywiście na drugi dzień całe chmary wojska przyszły. Bolszewiki mieli stare ubrania i karabiny na sznurkach, a karabiny maszynowe ciągnęli na dwóch żelaznych kółkach. Ciągnęli sami żołnierze, ani jednego konia nie widziałem, tylko samą piechotę. Zrobili obozowisko, w pobliżu rosły kartofle, to oni narwali i tak bez obierania w kociołkach gotowali i jedli. Co parę kroków te ogniska były, a oni tak gotowali i odpoczywali.

Ludzie ze wsi zaczęli uciekać w stronę Klembowa, bo tu tyle wojska, może być bój. A później, jak już bolszewicy uciekali, to było znów na co popatrzeć i śmieliśmy się z tego, a oni krzyczeli: Wańka uchodzij, skoriej, skoriej.

Bez przerwy ktoś kasłał

- Po wojnie gdy w Polsce zapanował porządek, w szkołach rozpoczęła się nauka. Ja uczyłem się w domu, to od razu dostałem się do drugiego oddziału, ale w drugim oddziale siedziałem dwa lata, a to wszystko przez te kochane krowy. Wrzesień i październik nie chodziłem do szkoły, bo musiałem paść krowy, a na wiosnę, maj i czerwiec znów to samo, u ojca ważniejsze było pasanie krów od szkoły.

Ponieważ budynku szkolnego jeszcze we wsi nie było, najpierw Franciszek Stańczak uczył się w domu Jankowskiego. Następnie szkołę przeniesiono do innego, również prywatnego budynku.

- Dom był murowany, ale było tak zimno, żeśmy siedzieli w ławkach w kapotach, a w klasie bez przerwy ktoś kasłał albo nosem pociągał. W tym czasie to żadnej sprzątaczki w szkole nie było - palenie w piecu, zamiatanie i ścieranie kurzu - to wszystko robiliśmy sami. A nauczycielkę mieliśmy nową, która przyjechała z Rosji i nazywała się Winogradowa, jej mąż był oficerem w ruskim wojsku i tam go zamordowali, a ona uciekła do Polski.

Czytałem kawał w noc

Franciszek Stańczak był dobrym uczniem, na zakończenie roku szkolnego oprócz dobrego świadectwa dostawał w nagrodę książkę. Chciał się uczyć, starał się jak najlepiej, choć było to okupione ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami.

- W zimie jak księżyc był w pełni i jasno świecił, a w dodatku śnieg leżał, to korzystałem z księżycowego światła i przy oknie w alkierzu, gdzie spałem czytałem kawał w noc. Albo czekałem aż ojciec z matką zasną, wtedy świeciłem lampę, zamykałem się w swoim alkierzu i czytałem, a miałem zawsze co czytać, bo dostawałem ze szkoły od nauczycielki stare pojedyncze egzemplarze pisma Płomyk.

Niestety, tak mało miałem czasu. O piątej godzinie musiałem wstawać, bo matka handlowała mlekiem, to co dzień wynosiłem na plecach mleko (10 lub 12 litrów) do Wołomina, a jak wracałem, to z ojcem picie krowom wynosiłem. Potem trzeba było zamieść izbę, sień, werandę i to wszystko białym piaskiem wysypać, zjeść śniadanie i dopiero szedłem do szkoły.

Wróciłem ze szkoły, to na mojej głowie znów była robota - kartofli obrać dla wiń, narąbać siekaczem brukwi dla krów, a dwa razy w tygodniu, we wtorek i piątek było rżnięcie sieczki: słoma z saradelą dla krów, a z całych snopków żyta dla konia. To rżnięcie sieczki to była dla mnie straszna katorga, sieczkarnia była mała, to jak mieszałem, leciał taki kurz, że aż musiałem wychodzić na klepisko, dusiłem się aż od tego kurzu, ale nie daj Boże, żebym byle jak wymieszał.

Wieści Podwarszawskie
31/2005

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack