Zbieramy materiały

Nieustająco poszukujemy materiałów - dokumentów, zdjęć, wspomnień... W ciągu kilku dni wykonujemy kopie, zwracając oryginalne pamiątki właścicielom. Jeśli jesteś w posiadaniu interesujących materiałów - prosimy o kontakt!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaLudzieWspomnienia • Wspomnienie Bogusławy Latawiec
Wspomnienie Bogusławy Latawiec
Ludzie - wspomnienia
Wpisany przez Łukasz Rygało   
?Przyszłam na świat w Wołominie, w letnim domu pełnym myszy? - napisała  znakomita poznańska poetka i pisarka Bogusława Latawiec w powieści biograficznej zatytułowanej ?Kochana Maryniuchna?. To zdanie tak mnie zaintrygowało, że w 2005 r. postanowiłam napisać do autorki i wypytać o szczegóły. Oto one:
 
?Moja mama ze swoją matką i przyjaciółką Marią Boch, która też miała rodzić we wrześniu [1939 r.], dotarły do Wołomina, gdy wybuchła wojna. Pociąg stanął. Trzy panie wysiadły. Przyjaciółka przypomniała sobie, że w Wołominie miała dom letniskowy rodzina z Warszawy, do której jechała, aby tam urodzić dziecko. Moja mama z babcią miały tylko przesiąść się w Warszawie, jadąc na Podole do ojca brata. Wszyscy byli pewni, że wybuch wojny to tylko kwestia kilku najbliższych dni. Zostały w Wołominie. 2 września mój ojciec z dziadkiem wyjechali z Poznania szukać swoich żon. Najpierw to była Warszawa (tam mieszkał drugi brat mojego ojca), ale gdy ich tam nie zastali, ojciec przypomniał sobie, że w trakcie rozmowy z przyjaciółką mamy mówiono o domku w Wołominie. Nie znali adresu, ale pojechali do Wołomina. Zawiadowca stacji od razu przypomniał sobie, że z pociągu wysiadły trzy panie, z których dwie były ?na ostatnich nogach?. Znalezienie ich w miasteczku było kwestią kilkunastu minut. Moja mama została pod opieką swojej matki (Maryniuchny) i męża a jej ojciec (Henryk) poszedł bronić Warszawy. W starych zdjęciach znalazłam dzisiaj aż trzy zdjęcia tego domu, w którym przyszłam na świat (jedno z okresu wojny i dwa późniejsze). Pomyślała o nich Marysia Boch. Na odwrocie znalazłam adres: Wołomin, ul. Polska 31. Nigdy nie byłam w Wołominie, tylko zawsze, gdy przejeżdżam przez to miasto, przyglądam mu się z zainteresowaniem. Dzięki okresowi wołomińskiemu mój ojciec uratował się od obozu, bo wszystkich profesorów z Liceum Marii Magdaleny, którzy nie uciekli z miasta, wysłano do Oświęcimia lub męczono w Forcie VII. Ojcu udało się ukryć, Niemcy zgubili ślad. Nasza rodzina wyjechała z Wołomina, jak przypuszczam, gdzieś na końcu listopada. Wiem z rodzinnych opowieści, że w pociągu, którym wracali, jechali też ranni żołnierze i że niewiele brakowało, aby jakiś Niemiec nie położył na poduszce ze mną wielkiej walizy.? [...]
 
Bogusława Latawiec jest autorką wielu tomików wierszy (m.in.?Otwierają się rzeki?, ?Całe drzewo zdania?, ?Przestrzenie?, ?Z żywych jeszcze źrenic?, ?Powidok?, ?Razem tu koncertujemy?), kilku powieści (?Nie widziałam tak długiej chorągwi?, ?Ogród rozkoszy ziemskich?, ?Ciemnia?) i opowiadań (?Solarium?, ?Pusta szkoła?, ?Gęstwina?), redaktorką czasopism literackich (m.in. wydawanego w ostatnich latach w Poznaniu pisma ?Arkusz?). W 1993 r. otrzymała nagrodę Pen Clubu za całokształt twórczości poetyckiej.
 
Porządkując po śmierci matki Janiny jej pokój, Bogusława Latawiec natknęła się za szafą na tekturową walizkę wypełnioną starymi fotografiami, dokumentami i listami z czasów I wojny światowej, które pisał dziadek Henryk, na wojnie pruski podoficer, do babci Maryniuchny, tytułowej bohaterki książki. Na podstawie odnalezionego archiwum powstała niezwykła historia poznańskiej rodziny, w którą wpleciony został wołomiński wątek.
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack