Bibuła

Dziś w galerii pojawiły się skany lokalnych publikacji z roku 1989. Jeśli posiadasz w swoich zbiorach wołomińską "bibułę" - daj znać!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaLudzieŻyciorysy • Nauczycielka
Nauczycielka
Ludzie - Życiorysy
Wpisany przez Anna Wojtkowska   

?Próżnując chleba nie jadłam? - mówiła często. dziś jest wspomnienie. Jest nowe miejsce za bramą wiecznego spokoju, przez które wprost do nieba idą smutek, ból i łzy najbliższych, gdzie zatrzyma się każdy, kto znał osobiście czy tylko ze słyszenia śp. Janinę Żelezik - wieloletnią nauczycielkę matematyki, człowieka światłego, prawego, kochającego harmonię, uczciwość, rodzinę i Boga.

 

Urodziła się 25 października w Gałęzowie na Lubelszczyźnie w wielodzietnej rodzinie ziemiańskiej. Rodzice Jan i Symforianna Rząd wdzieli potrzebę kształcenia dzieci, toteż wynajęli prywatnego guwernanta. Dostrzegając zdolności Janeczki postanowili dać jej gruntowne wykształcenie. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, oraz na Akademii Handlowej w Krakowie, kończąc w 1939 roku wydział matematyczny.

Nasza Pani

Już w czasie studiów dała sie poznać jako człowiek wielkiego serca, otwartego na ludzką niedolę. Pracowała społecznie w organizacji studenckiej ?Macierz?. Tu opiekowała się dziećmi z zakładu poprawczego, oraz dziećmi skazańców. To ?Nasza Pani?, jak ją powszechnie nazywali, dawała im szansę na zmianę, na poprawę, wierzyła w moc resocjalizacji. widziała człowieka z jego wadami i zaletami. Potrafiła tłumaczyć ludzką ułomność, przekładając ponad wszystko pozytywne cechy charakteru. Twierdziła, że z każdego człowieka można wydobyć tę jego lepszą stronę, trzeba tylko umiejętnie po nią sięgnąć.

Szkoła na zapleczu

Swoją pasję i zamiłowanie do trudnego, ale pięknego zawodu rozpoczęła jako nauczycielka tajnego nauczania. Komplety prowadziła w okresie od 1 września 1941 roku do 24 czerwca 1944 roku na poziomie szkoły średniej. Włączyła się w działalność Tajnej Organizacji Nauczycielskiej , która była zjawiskiem wyjątkowym, nie mającym odpowiednika w żadnym okupowanym kraju.

Wojna zastała panią Janinę we wsi Gałęzów gm. Bychawa, gdzie przebywała wraz z mężem Edwardem i najstarszą córką Marysią na wakacjach u rodziny. Została bez dachu nad głową, bez środków do życia, bo cały zresztą niewielki dobytek uległ w Kozienicach doszczętnemu zniszczeniu. Z czasem państwo Żelezikowie otrzymali pracę w spółdzielni Społem ?Jedność?. To tam, wieczorami, gdy mieli pewność, że Niemców nie ma w pobliżu, w olbrzymich zapleczach sklepu zbierała się młodzież. Naukę prowadziła pani Janina wraz z mężem Edwardem, panami: Rubajem, Janem Mączką i Stefanem Luterkiem.

Za tę pracę nie oczekiwała nagród i wyróżnień. Największym podziękowaniem była wdzięczność młodzieży, która dzięki Niej i Jej podobnym, nie zaprzepaściła swojej młodości.

Od łaciny przez francuski po matematykę

Po wyzwoleniu ziem lubelskich z dniem 1 września 1944 roku, przystąpiła do pracy w szkole licealnej w Bychawie, której była jednym z założycieli. Pan Edward Żelezik wznowił swoją działalność zawodowy, przyjmując prace kolejno w Lublinie, Jeleniej Górze, Kołudzie Małej na Kujawach, Warszawie.

Natomiast pani Janina z kolegami zostali w nowo założonej szkole w Bychawie, ku wielkiej radości dzieci, władz i społeczeństwa.

Pierwszy rok działalności w szkole był niezmiernie trudny. Pracowali we trójkę na dwie zmiany. Pani Janina nauczała sześciu przedmiotów, od łaciny, poprzez chemię, fizykę, język francuski, do swojej ulubionej matematyki. Uczyła około 60 - 70 godzin tygodniowo.

Nie liczyła czasu, nie szczędziła trudu, wierzyła, że to, co da się dziecku za młodu, odda ono, gdy dorośnie.

Wspominała: ?Siedzieliśmy zimą w paltach, w nie opalanych prawie salach, a zarobione pieniądze nie wystarczały na najskromniejsze nawet utrzymanie. ale o to najmniej chodziło każdemu. Rozpierała nas chęć do życia, do czynu w naszej Polsce.?

Była wspaniałą matką i nauczycielką. Jej dzieci - rodzone i szkolne - czuły się z Nią bezpieczne, pewne swego miejsca i swej wartości.

Pomiędzy atrybutami bogactwa tego świata, była nauczycielka Janina Żelezikowa z bogactwem swojej miłości, mądrości i wiedzy.

Dla bliskich i nie tylko

...miała słowa, budowały DOM. To do niego przygarnęła dziewczynkę zagubioną przez rodzinę nauczycieli wysiedlonych z poznańskiego, którą opiekowała się przez cały czas okupacji.

W 1943 roku miejsce w Jej domu znalazł jeniec uciekający z niewoli niemieckiej. Zorganizowała pomoc rodzinom partyzantów, AK, NSZ, którzy po zakończeniu wojny nie mogli wrócić do swoich domów. Ta działalność była wielce ryzykowna, ale zapewniła Janinie Żelezik trwałe uznanie społeczności lokalnej.

W jej domu znalazły schronienie osoby bliskie jak również zupełnie obce potrzebujące pomocy, biedne, zaniedbane, często pogardzane przez innych.

Przez wszystkie lata swego życia skupiała wokół tego DOMU dzieci swoje: Marię, Andrzeja, Włodzimierza, Edwarda, Anię i ich najbliższych oraz dzieci, które uczyła matematyki. cieszyła się jak młodzi ludzie zdobywają naukę i potrafiła pożytecznie się nią posługiwać, ale przede wszystkim stawiała wymagania przed samą sobą.

To była ta ukryta moc codziennego bytu. Jej siła, mimo postępującej choroby, dawała innym siłę do codziennych zmagań z rzeczywistością i codziennych zwycięstw.

Ostatnia Przystań

W 1950 roku państwo Żelezikowie osiedlili się w Wołominie. Było wiele piękniejszych podwarszawskich miast, ale oni swoja rodzinę połączyli właśnie tu.

1 września 1950 roku podjęli pracę w Państwowym Technikum Handlowym z wydziałami: finansowo-rachunkowym i towaroznawczym. Pan Edward został mianowany dyrektorem tegoż technikum, a pani Janina nauczycielką matematyki.

Stworzyli szkołę o jednym z najwyższych poziomów nauczania, a nade wszystko wychowania. szkoła mieściła sie wówczas przy ulicy Miłej 22 w Wołominie. Miała do dyspozycji 7 pomieszczeń dla 225 uczniów, skromne lokum na szatnię, kancelarię, na poddaszu pokój nauczycielski i gabinet dyrektora. to w tym gabinecie, gdy rodzice byli pochłonięci pracą, nieraz cichutko siedziała piątka dzieci państwa Żelezików i odrabiała lekcje.

To z tej szkoły pani Janina wybiegła na dużej przerwie do Nowej Wsi po mleko dla swoich podopiecznych, by po dwóch godzinach pracy w szkole rolniczej, wrócić na Miłą.

To w tej szkole kształtowała i wychowywała młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, wpajała najlepsze cechy, tworzyła klimat pracy i współpracy grona swoich kolegów. Opiekowała się kołem PCK i Spółdzielnią Uczniowską.

Potrafiła zapewnić młodzieży dojeżdżającej spoza Wołomina takie zestawienie planu lekcji, aby znalazły czas na naukę religii w salach katechetycznych przy kościele.

Skupiała wokół siebie młodzież słabiej uzdolniona matematycznie. te działalność prowadziła niemal do końca swojego życia. Nigdy nie udzielała płatnych korepetycji uczniom ze swojej szkoły.

?Krzywe stawały sie prostymi?

Panią Janinę Żelezikowa znałam ze słyszenia, osobiście poznałam w 1985 roku. Od tego czasu, byłam jej częstym gościem na urodzinach i imieninach. Lubiłam składać wizyty również z takich okazji jak rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, Dzień Nauczyciela czy Dzień Seniora. Wiedziałam, że interesuje się polityką kraju, miasta, a przede wszystkim sprawami oświaty. Dużo czytała i była w tych tematach zorientowana na bieżąco. Jej swoiste poczucie humoru pozwalało twierdzić, że Pan Bóg o Niej zapomniał.

Z zażenowaniem korzystała z opieki dzieci i innych osób, gdyż dotychczas ta powinność była Jej udziałem. Kochała swoje dzieci i tak pięknie potrafiła o nich mówić. Mimo absorbującej pracy zawodowej i społecznej nie zaniedbała ich wychowania. Cała piątka ukończyła wyższe uczelnie, a troskliwa matczyna opieka pozwalała wpoić w ich życie moralne i religijne wartości. Lubiła i potrafiła nauczać. Lata pracy w szkole i w domu zaliczała do tych najpiękniejszych. Czas kontaktów z młodzieżą mimo przejścia na emeryturę w 1970 roku ciągnął się niemalże do jej śmierci. Jesienią ubiegłego roku byłam świadkiem, jak dyktowała rozwiązanie zadania uczennicy klasy pierwszej liceum, a wcześniej, któż nie biegał do pani Żelezikowej szukając ?ostatniej deski ratunku?.

A ona z sobie wrodzonym talentem i taktem przekazywała coraz to nowym pokoleniom wołominian zawiłość tej dziedziny nauki.

Matematyka była jej pasją. Często rozwiązywała zadania dla siebie samej, jak mówiła dla ćwiczenia umysłu. Ostatnio coraz słabsza, zmęczona chorobą, pytała swoich bliskich o zbiory liczbowe, podstawowe prawa z arytmetyki, twierdzenie Pitagorasa czy Talesa. Nestorka wołomińskich matematyków odeszła 10 lipca 2001 roku. Mimo swoich blisko 90 lat była wiecznie młoda. Ona do końca swoich dni patrzyła jak w lustro w coraz to nowe twarze dzieci i młodzieży potrzebującej pomocy. Do końca swoich dni dzieliła się wiedzą, mnożyła pokolenia uczniów rozumiejących matematykę, dla Niej ?krzywe stawały się prostymi?. Za swoją długoletnią pracę otrzymywała nagrody, pochwały, Srebrny i Złoty krzyż Zasługi, Złotą Odznakę ZNP, za tajne nauczanie Medal Komisji Edukacji Narodowej, Medal Zasłużonych Dla Wołomina, ale największą dla niej nagrodą była wdzięczność i pamięć uczniów.

14 lipca 2001 roku pani Janina Żelezik została pochowana na cmentarzu wołomińskim obok swojego męża Edwarda. Uroczystości pogrzebowe skupiły nie tylko rodzinę pogrążoną w żałobie, ale również jej przybrane dzieci, pracowników oświaty, uczniów, znajomych i przyjaciół.

 

Komentarze  

 
0 # Czytelnik 2010-09-14 18:46
Tych Wołominian wielką literą też proponuję poprawić:) Trzeci akapit od końca.
"A ona z sobie wrodzonym talentem i taktem przekazywała coraz to nowym pokoleniom Wołominian zawiłość tej dziedziny nauki."
Powinno być wołominian!
Aż mi się nie chce wierzyć, że to błąd tej autorki, raczej komputerowego "wklepywacza":)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # wiesz kto! 2010-09-22 14:43
Piękne! Ja, stary belfer,czytam ze wzruszeniem takie wspomnienia, niezależnie od tego, kiedy były napisane. Są po prostu nieprzemijające, tak jak pamięć o ludziach niezwykłych!
Dzięki Autorce za kolejną "dawkę" doznań wyjątkowych! Czysta poezja!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # humanistka 2010-09-23 11:21
Pamiętam, jak w maturalnej klasie prawie wszyscy biegali na dodatkowe lekcje ("korki") do p. Żelezikowej.
Maturę z matmy zdali w s z y s c y!
Ale to było... ponad trzydzieści lat temu:)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Belfer 2010-10-14 18:19
Nie mogę oprzeć się pokusie, aby w DEN nie dorzucić słów kilku? Piękne wspomnienie o nauczycielce! Ciepłe, serdeczne, melancholijne, ale nie pozbawione faktów. Po prostu urzekające! Tamto cenię (np. o p. Balonowej), ale TO LUBIĘ! Czytam po raz kolejny ze wzruszeniem wielkim, a łezka w oku się kręci! A p. Żelezikowa uśmiecha się gdzieś z wysokości i zaprasza do swojej klasy wszystkie antytalenty matematyczne:)!
Sztuka niemała tak pięknie napisać! Pokłon niski Autorce za to!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack