Zbieramy materiały

Nieustająco poszukujemy materiałów - dokumentów, zdjęć, wspomnień... W ciągu kilku dni wykonujemy kopie, zwracając oryginalne pamiątki właścicielom. Jeśli jesteś w posiadaniu interesujących materiałów - prosimy o kontakt!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Strona głównaWycinkiRelacje prasowe • Różne żywoty "domu nad łąkami"
Różne żywoty "domu nad łąkami"
Wycinki - Relacje prasowe
Wpisany przez Urszula Pomorska   

Różne są żywoty domów. Związane z egzystencją człowieczą domy przeżywają swe okresy rozkwitu i dostatku, rozdziały dramatów i tragedii by po latach nieszczęść odżywać w renesansach remontów, przebudówek i malowań. Podobnie było i z tym domem. Pieczołowicie obmyślony przez Nałkowskich przed laty wyrósł na tej piaszczystej wydmie pomiędzy sosnami, na miejscu drewnianej budy Milerów, którą, przenosząc się w inne strony, rozebrali i wzięli ze sobą jak kuferek.

Wielka pisarka Zofia Nałkowska w swej przepięknej książce pt. "Dom nad Łąkami" maluje jego wzruszający obraz i tak żywy, że po przeczytaniu tych stron Górki już raz na zawsze stają się człowiekowi bliskie i serdeczne, znajome wraz ze wszystkimi "domu nad łąkami" - ludźmi i zwierzętami; że czytelnik ufa pisarce bez zastrzeżeń, gdyż zwierza się: "...ale nic nie było naprawdę ważne póki nie zostało przewleczone przez Górki".

Tak napisała Nałkowska w 1925 roku zamykając w pięknych słowach całe swe przywiązanie do "domu nad łąkami" w tym jego najpełniejszym okresie życia, kiedy tylu ludzi, mądrych myśli i spraw koncentrowało się tutaj. kiedy był kuźnicą idei humanitaryzmu. tolerancji, postępu i pracy dla sprawiedliwości.

Bo nie był to przeciętny, zwyczajny dom polski. Był to dom Wacława Nałkowskiego - jak mówiło się wtedy - człowieka przekonań", znakomitego geografa, który naukę o ziemi potrafił zjednoczyć z zagadnieniem w piękną i głęboko logiczną całość. Krążył o nim wśród jego uczniów i słuchaczy żart, który w bardzo lapidarnym skrócie zawarł treść jego idei. Nałkowski ponoć wykładał: ..."ziemia jest bryłą kulistą, spłaszczoną u biegunów, co dzieje się wyraźną krzywdą klasy pracującej".

Zofia Nałkowska w swym "Życiu wznowionym" pisze o ojcu: "Przejście od nauki o Ziemi do zagadnienia człowieka wzbogaciło twórczość Nałkowskiego. Po wydaniu w roku 1901 zbioru prac pod tytułem "Ziemia i człowiek" powstała trzy lata później "Jednostka i ogół". Zebrane tam artykuły pomocnicze, drukowane naprzód w czasopismach, przysporzyły mu wrogów. Ale zjednały też wielu przyjaciół."...Wacław Nałkowski był nie tylko geografem, był także pisarzem społecznym. Dla niego trwanie świata nie miało kresu, a droga w przyszłość była drogą do sprawiedliwości"

Jako geograf Wacław Nałkowski był reformatorem zarówno co do jej treści jak i sposobu nauczania. Zwalczał np. kucie pamięciowe, polegające na wyliczaniu nazw gór, rzek i miast, domagał się natomiast wydobywania przyczynowych związków w rozumieniu zjawisk geograficznych.

Jako społecznik-publicysta był Nałkowski bardzo bliski sztandarom walki proletariatu. Oburzała go niesprawiedliwość społeczna i ucisk polityczny. Jedyna drogę do stworzenia świata na nowych, sprawiedliwych zasadach widział w zaburzeniu starego porządku, pisząc m.in: "trzeba cały ten burżuazyjny budynek, ten przybytek podłości, ucisku i grabieży wysadzić w powietrze i pole spod niego zaorać. ...Postawienie pracy na piedestale jest słuszne i doniosłe w skutkach, ale naprzód trzeba zbudować ten piedestał - ustrój socjalistyczny".

Pani Anna Nałkowska, matka pisarki - z wykształcenia również geograf - dzielnie sekundowała mężowi przez całe swe życie. Sama napisała szereg podręczników do geografii powszechnej dla różnych klas i wydatnie pomagała mężowi w jego pracy. A po jego śmierci przepisywała jego notatki do niedokończonych dzieł, tomami rozpraw, tomami rozpraw z jego biblioteki obdarowywała instytucje i stowarzyszenie naukowe.

Nic więc dziwnego, że "dom nad łąkami" był prawdziwym ogniskiem postępowej myśli społecznej, rozkwitu nauki. Tu powstały takie jego szkice i studia, jak "Geografia malownicza", "Geografia fizyczna", "Wielki atlas geograficzny", tu na zamkniętym wieku żółtawego fortepianu, stojącego w jednym z pokoi, cała rodzina układała ...bezlik małych paseczków do tego właśnie "Wielkiego atlasu geograficznego". Z tak ułożonych papierków przepisywało się skorowidz nazw już w gotowej kolejności abecadła... na tym samym fortepianie mała siostra rozkładała później rajzbrety i różne tajemnicze przybory, żeby rysować piękne figury do ojca "Geografii astronomicznej". - wspomina Zofia Nałkowska.

Tu, w Górkach, pracował przyjaciel wszystkich, którzy walczyli o wolność i postęp człowieka - przyjaciel takich ludzi, jak Julian Marchlewski, Stefania Sempołowska, Ludwik Krzywicki, Janusz Korczak. Tu, w tym domu dojrzewała mądrość człowieka, którego "świąteczny dzień myśli był jego dniem powszednim" - jak pięknie napisała jedna z jego uczennic, historyk sztuki. Miłkowska-Samotyhowa.

Ale nastał potem inny czas dla "domu nad łąkami". Wacław Nałkowski zmarł w 1911 roku, a kiedy wzmogły się kłopoty finansowa niezamożnej zresztą rodziny matka pisarki zmuszona była sprzedać dom. I wtedy choć jeszcze nie zmienił się urzekający widok pejzażu z okien dawnych pokojów Zofii w Wacława Nałkowskich - zmienił się dom!

Nowi właściciele przebudowali go i stworzyli na miarę własnych potrzeb. Dawniej tak rozległe, wszechogarniające - zwęziło się spojrzenie na świat rzucane teraz z okien domu nad łąkami."

A potem nadeszły dni najgorsze w historii domu. wtedy ludzkie hieny w zielonych mundurach zniszczyły nawet krajobraz piękniejący dawniej za jego oknami. Teraz rządziło to krwawe prawo getta. W "domu nad łąkami" padali umęczeni ludzie. Za oknami przewracały się sosny ścięte podmuchami wojny. Sad Wacława Nałkowskiego, dawniej tak pieczołowicie pielęgnowany przestał cieszyć przechodnia różowo białym kwieciem czereśni, jabłonek, grusz i brzoskwiń. A zresztą przechodzień umykał chyłkiem, wtenczas oczy unikały widzenia.

Jakże dobrze się stało, że wielka humanistka Zofia Nałkowska była wtedy z dala od Górek i nie musiała patrzeć na najhaniebniejszy upadek właśnie tu, w tym drogim sobie miejscu. w tym domu, w którym poznawała abecadło spraw świata, z którego niegdyś promieniowała światła myśl jej ojca, w którym gromadziło się wszystko, co znaczyło NAUKA, POSTĘP, CZŁOWIEK. Ona, autorka "Medalionów", książki, w której obraz faszysty zabijającego człowieka na mydło namalowany był z tak przejmującym smutkiem, że chyba bardziej okrutnego w swym spokoju oskarżenia faszyzmu nie znajdziemy w naszej współczesnej literaturze.

Wkroczyła do domu swego dzieciństwa i młodości dopiero w czwartym okresie jego egzystencji. Już kilka lat po wojnie, w tym czasie, kiedy stanęła w pierwszym rzędzie działaczy światowego ruchu obrońców pokoju.

to swoje pierwsze po długich latach spotkanie z rodzinnym domem Nałkowska opisała w krótkim opowiadaniu zatytułowanym "Na dawnym miejscu życia".

"Dom - dawniej mniejszy od drzew, schowany w nich - dziś wystaje z tej nagiej górki, jest duży. Drewniane dawniej ściany piętra są tynkowane. Jest drugi nowy ganek od strony wejścia. Nie ma już studni z żurawiem u stóp wzgórza miedzy sosnami, inna, z żelazna pompą stoi prawie tuz przy domu... z nieprzeliczonych sosen zostały tylko dwie... druga sosna została ponad tarasami sadu, którego też już nie ma. Z sześciu klonów zasadzonych przed domem stoi jeden sprzed mojego kiedyś okna. Jest olbrzymi, jest niewiarygodny. Nic nie jest podobne... Wszędzie pusto, zimno, daleko".

A w zakończeniu opowiadania pisarka wyjaśnia sobie i czytelnikowi: "I teraz dopiero jakby jakby domknął się krąg rzeczywistości doznanej przeze mnie w tym dniu niezapomnianym. stało sie jasne to, czego - oglądając tak zmieniona okolicę "domu nad łąkami" - nie umiałam zrozumieć. Dowiedziałam się mianowicie, że na tamtych miejscach było przez czas wojny getto. Tam odbywały się egzekucje, dymiły pożary tam ludzie umierali w męczarni, tam kończył się w ich oczach świat..."

Pełne melancholijnego smutku, ale i piękne było to zetknięcie ze swoim domem Nałkowskiej, która przyjechała tu, do Wołomina na uroczystość związaną z podpisywaniem apelu Sztokholmskiego, by nigdy już koło domów nad łąkami nie straszyły ludzkie potwory zabijające człowieka na mydło.

Tak, ale wcale nie melancholijny, a wręcz piękny okres przeżywał wówczas "Dom nad łąkami". Przez szereg lat nikt konkretnie nie interesował się losami domu związanego z rodzina Nałkowskich. I gdyby nie opatrznościowy opiekun Jerzy Surowcew, kto wie czy lokatorzy zajmujący parter domu nie wyniszczyliby doszczętnie tego, czego wojna nie strawiła do końca.

Ale on z wrodzoną sobie gospodarnością strzegł i strzeże do dziś miejsca pamiątek po Wacławie i Zofii.

Wydaje się, że dopiero dziś można coś powiedzieć o nowym okresie życia, w którym zaczyna powoli wschodzić "dom nad łąkami". Powoli - bo wiele czasu i ludzkiego trudu upłynie nim powstanie tu muzeum pamiątek po wielkim ojcu i córce. Ożywił się ostatnio w swej działalności powstały przed dwoma laty Komitet Budowy Muzeum. Z każdym dniem wzrasta zrozumienie i ofiarność społeczeństwa Wołomina dla idei przyszłego muzeum. "Na dniach" załatwiony będzie wykup posesji Nałkowskich od jej ostatniej właścicielki przez Ministerstwo Kultury i sztuki oraz wykwaterowanie dotychczasowych lokatorów. Prof. Wuttke z Instytutu Geograficznego należący do Komitetu zadeklarował chęć zorganizowania w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym, które przybrało imię Wacława Nałkowskiego, wzorcowego gabinetu geograficznego, urządzonego w myśl wskazań wielkiego uczonego. W przyszłości w "domu nad łąkami" zamierza się zgromadzić prócz pamiątek po rodzinie Nałkowskich cenna bibliotekę znakomitego geografa i stworzyć tu ośrodek pracy twórczej dla pracowników naukowych tej dziedziny wiedzy.

Bo dopiero dziś mamy warunki na to, by zmierzyć całą nieprzemijającą zasługę życia wybitnego uczonego, dziś w dniach o których nadejście walczył, musimy nadrobić smutną niepamięć dni przeszłych, w których:

"...umysł wielki, samorodnej mocy, duzy i niepospolity, Wacław Nałkowski, który społeczeństwie najoświeceńszym i posiadającym najbogatszy zasób sił naukowych szedłby w pierwszym rzędzie, między mistrzami, u nas jest prywatnym nauczycielem elementarnej wiedzy, wyrobnikiem podręczników, kruszącym marnotrawczo drogocenna bryłę swego mózgu dla zaspokojenia potrzeb codziennych, a mniej znanym ogółowi, niż wielu twórców piany literackiej, po której nie zostana nawet echa jej szumu".

Aleksander Świątochowski w dzień 25-lecia pracy Nałkowskiego.

Rzeczą powstałej niedawno sekcji propagandowej Komitetu Budowy muzeum będzie upowszechnianie w społeczeństwie pięknych postaci znakomitego uczonego i pisarki, by cała Polska zrozumiała, że wiele serca należy się sprawom tej zasłużonej ojczyźnie rodzinie wielkich humanistów, temu domowi górującemu pośród zieleniejących łąk nie tylko nad Sosnówką.

Oby jak najprędzej "dom nad łąkami" stał się nie tylko miejscem pamiątek, ale jak niegdyś kuźnia dobrej myśli człowieka.

Będzie wtedy najpiękniejszym pomnikiem, jaki można było wystawić Nałkowskim.

Trybuna Ludu
1958 nr 128

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack